środa, 22 sierpnia 2012

006.

Kij treningowy z impetem uderzył o pień drzewa. Nie dając wytchnienia roślinie, Cynthia raz po raz wyżywała się na jego korze. Po polanie rozległ się donośny krzyk dziewczyny i powtórny huk.
  Chcąc być silniejszą musiała trenować w każdej wolnej chwili; w dzień, w noc. Nie była zwolenniczką typowej katorgi, lecz dobrego i systematycznego treningu. Jej dusza wzmacniała się fizycznie, a ciało psychicznie, przygotowując dziewczynę do najgorzej walki.
  Za kilka dni nowy, zebrany przez nią oddział miał ruszyć na kolejną wyprawę. Wizja tysiąca poległych na niej wojowników nie dawała jej spokoju. Chciała stać się silniejszą, aby jak najlepiej chronić swoich sprzymierzeńców i przyjaciół. Chciała odnaleźć Daniela oraz Porucznika w jak najszybszym tempie. Chciała po prostu wygrać tę wojnę i sprowadzić pokój na świat. W jej głowie słowa te brzmiały jakby mówione przez dziecięcego bohatera, pochodzącego z prostej i pięknej baśni. Nie chciała jednak aby jej plany były wymysłem, lecz czystą rzeczywistością.
  Odskoczyła od drzewa podnosząc rękę w górę. Po chwili korę owijały języki ognia, które niemiłosiernie paliły kawałki rośliny. Opadająca w dół kończyna dziewczyny podziałała na żywioł niczym rozkaz; płomienie znikły w sekundzie, pozostawiając spalone szczątki drzewa. Skoncentrowawszy się na nich, Cynthia przywróciła im ich dawny wygląd. Na powrót stanął przy niej niebywały gigant.
-Już myślałem, że spalisz cały las! - zza krzaków wyszedł uśmiechnięty Barrak, którego poznała w namiocie medyków.
-Nie śmiałabym. - odwróciła się do niego - Stało się coś?
Mężczyzna pokręcił przecząco głową i podszedł bliżej.
-Nic, a nic. Chciałem tylko sięgnąć po koleżeńską rękę Niebiańskiego Tygrysa w sprawie treningu!
Niebiański Tygrys - Celestial Tiger - po jej plecach przeszedł przyjemny dreszcz.
  Dziewczyna otrzymała taki przydomek z powodu swoich umiejętności nazywanymi Bożym Darem. Osoby z taką magią pojawiały się na świecie bardzo rzadko; posiadacze takich umiejętności musieli skrywać w sobie niezwykłą moc. Za pomocą takiej magi mogli oni szybko uleczyć żywe stworzenie, przywrócić do poprzedniego stanu martwą rzecz lub... wskrzesić umarłego - za pośrednictwem Boga. W magii takiej zawarte były słowa modlitwy o przywrócenie zmarłego do życia, lecz wiązały się z tym pewne konsekwencje; osoba używająca ów zaklęcia oddawała w zamian własną duszę. Dlatego niewiele osób tak bardzo zazdrościło jej tych umiejętności. Większość z nich zwracało bardziej uwagę na niesamowitą siłę, tok myślenia tych osób oraz ich specjalną magię polegającą na uwolnieniu z ciała wielu iskrzących się światełek, które atakując mogą przekształcić się w jakąkolwiek, śmiertelną broń.
  Dziewczyna odwróciła wzrok i spojrzała na pobliskie kwiaty.
-Jeśli tak bardzo ci zależy... - westchnęła - To możemy razem potrenować.
Chłopak klasnął w ręce i oddalił się nieco od dziewczyny. Podniósł listek leżący na ziemi i uśmiechnął się. Wiedziała o co mu chodzi. Opuścił go w dół, a gdy tylko dotknął ziemi zaczęła się walka. Cynthia zwinnie unikała ciosów przeciwnika, pilnie obserwując jego poczynania. Zauważyła iż mężczyzna specjalizuję się w magii wodnej. Zamachnęła się ręką, siłą woli odpychając atakującą falę wody. Stanęła na przeciwko 'wroga', który uśmiechał się nieznacznie. Dziewczyna podniosła rękę na wysokość klatki piersiowej i uwolniła z dłoni kilka świetlistych punktów, którymi zaczęła atakować Barraka. Ten spojrzał zaskoczony na jej magię, nie sądził iż użyję tej potężnej siły na zwykłym treningu. Uformował z wody szpiczaste figury, które w mgnieniu oka znalazły się przy kasztanowłosej. Cynthia skierowała światełka przed siebie, tworząc z nich rozległą tarczę, która po odparciu ataku przeciwnika zmieniła się w iskrzący miecz. Dziewczyna zaczęła biec w kierunku Barraka omijając jego magię wodną. Gdy miała zadać już pozorny cios, przed ich nosami pojawiła się wielka skała. Poczuła zbliżającą się do nich moc magiczną. W mgnieniu oka skała znikła, a na jej miejscu pojawił się uśmiechnięty Mag Sebastian wraz z Generałem Marko.
-Wystarczy na dziś dzieciaki! - spojrzał na opanowaną twarz podopiecznej - Za kilka minut rozpalimy ognisko.
Miecz dziewczyny rozprysnął się i zniknął.
-Ognisko? Myślałam Generale, że przygotowujesz drużynę do wyprawy...
-Postanowiliśmy Was nieco rozluźnić.
-Mnie tam pasuje! - krzyk Barraka rozniósł się po polanie.
-No to ruszajmy.

~*~

Krótko bo krótko, ale wyjeżdżam na kilka dni, a chciała jeszcze coś napisać :-) Mam nadzieję, że się podobało.

niedziela, 12 sierpnia 2012

005.

-Generale Marko. - dziewczyna stała nad mężczyzną.
-Cynthia? Gdzie ja jestem?
-W obozowisku, niedaleko wroga. - uśmiechnęła się  - Dobrze, że się Pan obudził.
-Tak...jak się tu znalazłem?
-Jak? - do rozmowy wtrącił się uśmiechnięty Sebastian - Pani Cynthia wszystkich uratowała.
-Wszystkich? Ale jak ty...?
-Byłam nieprzytomna z powodu braku mocy przez krótki czas, Generale. Lecz przed tym zdążyłam Was przeprowadzić poza niebezpieczne tereny.
-Jak dobrze mieć taką oddaną podwładną.... - roześmiał się, trzymając rękę na swoich żebrach.
-Nie chciałabym teraz Pana denerwować, ale sam zapewne już Pan GO widział. W jaskini był Upadły.
-Widziałem go, moja droga. - westchnął - Musimy jak najszybciej zebrać nową grupę, którą zaatakujemy wroga. Możesz przekazać to Valey'owi?
Cynthia spuściła głowę, aby nie spojrzeć w oczy Marko.
-Generale... on jak i mój podwładny Daniel...
-Zaginęli. - dokończył za nią Sebastian.
Marko otworzył szeroko oczy. Spojrzał najpierw na Sebastiana, a następnie na swoją podwładną. Widząc dziewczynę lekko wstrząśniętą postanowił się opanować.
-Niebiański Tygrysie! - wrzasnął - Dobrze to tak obijać się przy starym pryku i użalać nad stratami?!
Cynthia spojrzał na niego zaskoczona, ale opanowana na zewnątrz swojego ciała.
Uśmiechnęła się lekko rozumiejąc przekaz mężczyzny.
-Przepraszam Generale! Obiecuję, że nie znajdzie Pan mnie już przy bocznych zajęciach!
Wszyscy troje roześmiali się po cichu przykuwając uwagę reszty ludzi. Dziewczyna opanowanym i spokojnym krokiem ruszyła w kierunku swojego namiotu, aby zebrać listę zdrowych wojowników.
-Ktoś w końcu musi zastąpić, Porucznika. - mruknęła do siebie i przeszła przez materiałowe 'drzwi'.
  Rozglądnęła się dookoła szukając jakiegokolwiek pióra i kartki. Podeszła do swojego materaca, gdzie leżały dwa czyste rulony oraz złote pióro. Ktoś o mnie pomyślał.
Wziąwszy potrzebne rzeczy owinęła sobie końce prześcieradła na szyi, tak aby zasłaniał jej ciało przed zimnem i nieproszonym wzrokiem. Przy pobliskim ognisku siedziała dość spora grupa mężczyzn. Podeszła do nich i chrząknęła.
-Czy ktoś z Was może nadal walczyć? - dość spora liczba osób podniosła ręce - Jesteście pewni?
Mężczyźni wymienili spojrzenia i przytaknęli po cichu.
-Dobrze... podajcie mi swoje imiona i, jeśli macie to nazwiska. - nie każdy miał swoje nazwisko.
Wiele osób rodziło się bez niego, dopiero później wprowadzając go do akt, albo w ogóle się nim nie przejmując.
-Z całym szacunkiem, Panienko, ale po co ci nasze imiona? - spytał jeden z nich.
-Jestem z oddziału Generała Marko, który ponownie planuje wedrzeć się na terytorium wroga. Musimy zebrać sporą ilość wojowników zdolnych do walki. Przeczuwam, że nasz oddział poniósł ogromne straty, dlatego też przyda się nam każda pomocna dłoń.
Spojrzał na nich znacząca unosząc dłoń i skłaniając się z szacunkiem.
-Będę wdzięczna za okazałą pomoc. - zaskoczeni mężczyźni cofnęli się o kilka kroków.
-Podnieś się. - rozkazał jej jeden z nich.
Ukradkiem spojrzała na emblemat wyszyty na jego szacie - szkarłatne koło przekreślone strzałą - Porucznik.
Po kolei zaczęli podawać swoje imiona uśmiechając się przy tym nie pewnie.
Gdy zebrała już wszystkie dane, odwróciła się z zamiarem odejścia. Poczuła dotyk ręki na przedramieniu, który automatycznie ją zatrzymał.
-Czekaj... - odwróciła się i ujrzała wzrok brązowych tęczówek z delikatnym odcieniem zieleni - Jak się nazywasz?
On to chyba Dorian, Dorian Ordell.
-Cynthia Tiger.
-Niebiański Tygrys, co? - uśmiechnął się - Nigdy nie myślałem, że spotkam Cię w takich okolicznościach. No i.... że będziesz się kłaniać mojemu poczciwemu Porucznikowi, Ziazanowi.
-Może i mam w sobie siłę, ale ona sama z siebie nie da mi wysokiego stanowiska w państwie. Jestem tylko człowiekiem, paniczu Ordell. - kąciku jej ust lekko zadrgały.
-Oczywiście, Pani Tiger.


                                                                            ~*~


-Dorian! - mężczyzna odwrócił się do swoich kompanów - Szukasz żony w oddziałach Marko? - wszyscy roześmiali się donośnie widząc lekko naburmuszoną minę Dorian'a.
-Nie. Nie mogę przecież zeswatać się z taką szykom.
-Szykom? Kim ona jest?
-Cynthia Tiger, Celestial Tiger - Niebiański Tygrys. - uśmiechnął się.
-Kłamiesz! - rzucił mu w twarz jeden z mężczyzn.
-Jaki miałbym powód? - rozłożył bezradnie ręce.
-Możesz się sczycić... - wtrącił się Porucznik - ...szczycić tym, że z nią rozmawiałeś.
-Nia miałem tego nawet na myśli, Ziazanie. - ukłonił się lekko.
-Nie narzucam Ci tego, po prostu nie mam już siły do twoich kompanów, bratanku. - roześmiał się,a w ślad za nim poszedł Dorian.
-Racja....
-Czasami mam Cię dość, Poruczniku. - jęknął ktoś z tyłu.
-Przykro mi. - uśmiechnął się łobuzersko.


 ~*~

Przepraszam za wszelkie błędy, ale pisałam ten rozdział o północy: tak wiem dziwne, ale ja piszę wtedy kiedy mam natchnienie xD Zachęcam do obserwowania mojego bloga :-)

środa, 1 sierpnia 2012

004.

Powieki dziewczyny lekko zadrgały i podniosły się do góry. Rozejrzała się po pomieszczeniu; ściany złożone z szaro-zielonego materiału, materac oraz kilka małych półek. Podniosła się na łokciach i przejechała ręką po swoich włosach. Zauważyła w sobie dość wiele energii magicznej bez, której nie mogłaby się poruszać. Ubrana w czarne spodnie, włożone do wysokich, wiązanych butów oraz w samych bandażach powyżej bioder wyszła z namiotu. Poświata ognisk okalała całe obozowisko i ogrzewała jego 'mieszkańców'. Podeszła do największego z nich, gdzie zobaczyła Maga. który znalazł ją wyczerpaną na polanie.
-Magu... - odezwała się.
-Och. Obudziłaś się. - uśmiech wystąpił na jego twarzy - Mam nadzieję, że mnie pamiętasz?
-Tak, to pan wraz ze swoją grupą, znalazł mnie i moich towarzyszy. - kiwnął głową - Mogę wiedzieć, gdzie jesteśmy?
-Znajdujemy się niedaleko terenu wroga. - spojrzał w jej przestraszone oczy - Nie martw się. Tutaj nas nie znajdą.
Rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu swojego Generała.
-Wszyscy są pod opieką moich Uzdrowicieli. - wytłumaczył jej mężczyzna.
-Czy... wszyscy przeżyli?
-Na szczęście tak, nawet nie mają żadnych poważniejszych uszkodzeń ciała. Niestety nie znaleźliśmy mojego przyjaciela... - posmutniał.
-Chodzi Panu o Porucznika Valeya?
-Tak... mam nadzieję, że dał radę uciec.
-Nie mogłam mu pomóc...
-Słucham? - zamrugał oczami ze zdziwienia.
-Byłam obok niego, rozmawialiśmy. - westchnęła - Nagle usłyszałam krzyki i bez zastanowienia ruszyłam przed siebie aby pomóc Generałowi. Va...Porucznik kazał mi wracać lecz go nie posłuchałam... zawalił się strop, który zagrodził nam drogę. - spuściła głowę.
-To nie Twoja wina. Kierowałaś się uczuciami... - wskazał na swoje serce.
Nagle Cynthia podniosła głowę. Jej grzywka rozsunęła się ukazując przestraszone oczy.
-Daniel. - wyszeptała - Gdzie jest mój podwładny, Daniel?
-Daniel? - mężczyzna nie wiedział o co chodzi - Wybacz, ale nie ma pojęcia o kim mówisz.
Dziewczyna znów przypomniała sobie całą sytuację z jaskini; rozmowa z Porucznikiem, śmiechy, krzyki.... krzyki. Zaraz po usłyszeniu krzyków ruszyła na przód nie zważając na słowa Valey'a.
-Musiał zostać razem z Porucznikiem...
-Nie martw się znajdziemy go. - położył rękę na jej ramieniu -Zapomniałbym.... nazywam się Sebastian Gregorin.
-Cynthia Tiger.
-Nie możliwie. - mag zachłysnął się powietrzem -  Ty-ty jesteś Celestial Tiger, Niebiański Tygrys.
Wszystkie oczu skierowały się ku zdezorientowanej dziewczynie. Nie sądziłam, że wieść o moich zdolnościach rozejdzie się tak szybko.
-To jest ta od Generała Marko... - usłyszała szepty wojowników.
-Podobno ma stać się silniejsza od Królewskiego Mistrza Magii...
-Ja... - wyjąkał Sebastian - Przepraszam nie wiedziałem.
-Nic się nie stało... - uśmiechnęła się - Czy mogę zobaczyć moich kompanów?
-Oczywiście. - ukłonił się i wskazał kierunek drogi. - Proszę tędy, Pani.
Zaczyna się, pomyślała i przewróciła oczami tak aby nikt nie zauważył...
 

Droga do ukojenia © 2008 . Design By: SkinCorner