czwartek, 20 września 2012

007.

Na bój ruszamy z dumą w oczach
Po ogromnych, stromych zboczach!
Nasze bronie rwą do walki
Pozabijać ich jak lalki
Byle chronić swą rodzinę
I na wroga zwalić winę
-Czy wy aby na pewno umiecie tworzyć teksty, a co najważniejsze śpiewać? - spytała Cynthia roześmianym głosem.
-Oczywiście panienko! Każdy wojownik z naszych okolic jest wybitnie uzdolniony! Posłuchaj, dajemy chłopaki naszą piewrszą pieśń!
Wina daj, wina daj!
Dla mężczyzny to jest raj!
Wal kielicha za kielichem
A kobita idzie z lichem!
Dobra nasz ko...
-Dobra, dobra! - dziewczyna zaczęła machać rękoma - To naprawdę ogromy... talent.
Wszyscy roześmiali się donośnie, wraz z siedzącym nieopodal Generałem Marko.
Cynthia nie sądziła, że ognisko może wiązać się z taką zabawą i rozluźnieniem. Z początku nie mogła znaleźć swojego miejsca w szeregach nieznanych jej wojowników, lecz po chwili znalazła swoje towarzystwo - beztalencia z II Dywizji pod dowództwem Generała Sachmeda. Rozśpiewana banda bez krzty czystego głosu.
Lecz nie za to ich polubiła; ich poczucie humoru przyciągało wszystkich zdrowych na umyśle ludzi z ogromną siłą.
 Poczuła na ramieniu czyjąś dłoń. Jeden z Beztalenci - Orgon - wpatrywał się w nią roześmianym wzrokiem.
-Zaśpiewaj z nami! - krzyknął.
-Ja nie jestem pewna... a poza tym nie znam tekstu Waszej piosenki. - wykręcała się.
Ku jej nieszczęściu, wojownik podał jej zniszczony kawałek zżółkłej kartki, gdzie widniały wszystkie bezsensowne rymy piosenki.
-Melodia taka sama jak przed chwilą. - walnął ją w plecy - I raz,dwa, trzy!
Kiedyś mama mnie wołała
Żołnierzyku na kolana
Zjedz ten pyszny tort mamusi
Co się każdy nim tu krztusi
Oj zjedz <zjedz, zjedz, zjedz>
Oj zjedz <zjedz, zjedz, zjedz>
Brałem łychę pełną przygód
Kosztowałem dla swych wygód
Aż mi oczy poczerniały
Bo tym torcie pani mamy
O nie <nie,nie,nie,nie>
O nie <nie, nie, nie, nie>
Spadłem z krzesła drewnianego
Na czerwono barwionego
Jak upity wstałem z ziemi
Jak za starej akademii
Upity <upity, upity, upity>
Upity <upity, upity, upity>
    <...>
Śpiewała razem z nimi cała roześmiana wymachując rękoma. Jej wzrok spoczął na wpatrującego się w nią Doriana - młodego Maga poznanego, w czasie spisywania nowej grupy bitewnej.
 Pomachała mu,a ten podszedł do niej i usiadł obok. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się promiennie pokazując na swoje usta.
-Ja nie umiem śpiewać. - wyjaśnił lecz przyjaciele Cynthii go nie posłuchali.
Po chwili i on śpiewał pełną parą; zwrotka za zwrotką.

~ * ~

Uchyliła lekko powieki, aby zobaczyć stan namiotu.
Po wczorajszej zabawie wiele się wydarzyło. Odurzony Generał Marko walczył z Orkami - widmo, a Cynthia starając się go ocucić została trafiona ogniskowym kijem. Teraz na miejscu trafienia widniała fioletowa bulwa.
Wstała powoli i wyszła z namiotu. W obozie panowała kompletna cisza. Dziewczyna westchnęła i podeszła do pobliskiego, prowizorycznego zbiornika na wodę.
-Cynthio. - podskoczyła na dźwięk głosu Doriana - Generał kazał wszystkim walczącym stawić się za chwilę przy głównym namiocie.
-Czy coś się stało?
-O niczym nie wiem. Po prostu miałem cię zawiadomić. - rzucił i odszedł z uśmiechem.
Dziewczyna spojrzała na swoje odbicie w lustrze wody, po czym odwróciła się i szybkim ruchem założyła na siebie, trzymaną wcześniej w ręku narzutę.
Dobiegając do głównego namiotu usłyszała donośny głos swojego Generała.
-Nie bójcie się! To nic poważnego! - wymachiwał rękoma w geście uspokojenia - Królewscy posłańcy przybyli by wręczyć nam świeży trunek, zbroję oraz broń.
Wszyscy wojownicy ucieszyli się na tę wiadomość.
-Każdemu został przydzielony odpowiedni zasób jedzenia i uzbrojenia!
Każdemu? To oznacza, że Król musiał...
-Król zapoznał się z osiągnięciami wszystkich zebranych tu osób, każdego z osobna. Wie kto włada jakimi umiejętnościami!
Wśród tłumu rozległ się cichy pomruk, którego miejsce po chwili zajął krzyk szczęścia.

~*~

Generał po kolei wzywał każdego wojownika i wręczał mu wszystkie rzeczy. Cynthia stała nieruchomo wpatrzona w ziemię. Słyszała raz po raz wywoływane nazwiska swoich sprzymierzeńców. W końcu musiał przyjść czas i na nią.
-Cynthia Tiger! - wszystkie wzroki zwróciły się w jej kierunku.
Wiedziała, że tak będzie. Domyślała się, że dla niektórych jest żywą legendą, której większość z nich nie spotka.
Powolnym, lecz zdecydowanym krokiem ruszyła w kierunku Generała.
-Generale... - ukłoniła się lekko i uśmiechnęła.
Mężczyzna podał jej ostrze, którego złotą klingę oplatał rozległy wąż, drewniany, lecz potężny łuk oraz nową zbroję składającą się z obcisłych brązowych spodni, miedzianej bluzki sięgającej do żeber, czarnych butów po kolana oraz chusty zakrywającej ramiona, szyję, połowę twarzy i włosy.
Spojrzała zdziwiona na swoją bluzkę, lecz odeszła nie wypowiadając ani jednego słowa.
Nie podziwiała dalszej części rozdania. Wróciwszy do namiotu ubrała na siebie nową zbroję. Zniesmaczona swoim wyglądem postanowiła ulepszyć nieco swój ekwipunek. Zebrała całą zbroję, którą znalazła w przeróżnych zakamarkach obozu składając ją w jedną całość.

Po kilku godzinach pracy dziewczyna wyszła z namiotu w pełnej zbroi: dokładnie wykonana kolczuga pokryta była płytowym wykończeniem. Dół ubioru składał się z metalowych spodni pokrytych zwiewnym i delikatnym materiałem.
Zadowolona udała się do Generała aby uzyskać informacje o jutrzejszym rozpoczęciu natarcia.
-Generale? - odezwała się, gdy ujrzała stającego do niej tyłem Marko.
Mężczyzna odwrócił się, a jego twarz w momencie zmieniła się z roześmianej na niedowierzanie.
-Cynthia, co się stało ze zbroją od Króla?
-Nieco ją przerobiłam.
-Ale... - chciała coś powiedzieć, ale dziewczyna mu przerwała.
-Uwierz mi Generale, tak będzie mi o wiele prościej przystąpić do walki.

~*~

Przepraszam za tak długi okres bez rozdziału, ale oprócz remontu miałam też kilka innych spraw.
Oto obraz Cynthi na co dzień:



A to Cynthia w swojej nowej zbroi, już poprawionej ( jedynie na tym obrazie nie zgadzają się uszy oraz miecz)

Fantasy - women warrior Wallpaper

niedziela, 9 września 2012

Uwaga!

ROZDZIAŁ 007. UKAŻE SIĘ Z WIĘKSZYM OPÓŹNIENIEM. SPOWODOWANE JEST TO REMONTEM, O KTÓRYM NIE MIAŁAM ZIELONEGO POJĘCIA. OCZYWIŚCIE JEST ON JUŻ SKOŃCZONY, ALE JA JESZCZE MUSZĘ ODPOCZĄĆ. 

PRZEKROCZYLIŚMY LICZBĘ 200 WYŚWIETLEŃ! W ZWIĄZKU Z TYM Z BOKU BLOGA UKAŻE SIĘ PODSTRONA Z JEDNOPARTÓWKĄ ( NAPISANĄ WCZEŚNIEJ )!

środa, 22 sierpnia 2012

006.

Kij treningowy z impetem uderzył o pień drzewa. Nie dając wytchnienia roślinie, Cynthia raz po raz wyżywała się na jego korze. Po polanie rozległ się donośny krzyk dziewczyny i powtórny huk.
  Chcąc być silniejszą musiała trenować w każdej wolnej chwili; w dzień, w noc. Nie była zwolenniczką typowej katorgi, lecz dobrego i systematycznego treningu. Jej dusza wzmacniała się fizycznie, a ciało psychicznie, przygotowując dziewczynę do najgorzej walki.
  Za kilka dni nowy, zebrany przez nią oddział miał ruszyć na kolejną wyprawę. Wizja tysiąca poległych na niej wojowników nie dawała jej spokoju. Chciała stać się silniejszą, aby jak najlepiej chronić swoich sprzymierzeńców i przyjaciół. Chciała odnaleźć Daniela oraz Porucznika w jak najszybszym tempie. Chciała po prostu wygrać tę wojnę i sprowadzić pokój na świat. W jej głowie słowa te brzmiały jakby mówione przez dziecięcego bohatera, pochodzącego z prostej i pięknej baśni. Nie chciała jednak aby jej plany były wymysłem, lecz czystą rzeczywistością.
  Odskoczyła od drzewa podnosząc rękę w górę. Po chwili korę owijały języki ognia, które niemiłosiernie paliły kawałki rośliny. Opadająca w dół kończyna dziewczyny podziałała na żywioł niczym rozkaz; płomienie znikły w sekundzie, pozostawiając spalone szczątki drzewa. Skoncentrowawszy się na nich, Cynthia przywróciła im ich dawny wygląd. Na powrót stanął przy niej niebywały gigant.
-Już myślałem, że spalisz cały las! - zza krzaków wyszedł uśmiechnięty Barrak, którego poznała w namiocie medyków.
-Nie śmiałabym. - odwróciła się do niego - Stało się coś?
Mężczyzna pokręcił przecząco głową i podszedł bliżej.
-Nic, a nic. Chciałem tylko sięgnąć po koleżeńską rękę Niebiańskiego Tygrysa w sprawie treningu!
Niebiański Tygrys - Celestial Tiger - po jej plecach przeszedł przyjemny dreszcz.
  Dziewczyna otrzymała taki przydomek z powodu swoich umiejętności nazywanymi Bożym Darem. Osoby z taką magią pojawiały się na świecie bardzo rzadko; posiadacze takich umiejętności musieli skrywać w sobie niezwykłą moc. Za pomocą takiej magi mogli oni szybko uleczyć żywe stworzenie, przywrócić do poprzedniego stanu martwą rzecz lub... wskrzesić umarłego - za pośrednictwem Boga. W magii takiej zawarte były słowa modlitwy o przywrócenie zmarłego do życia, lecz wiązały się z tym pewne konsekwencje; osoba używająca ów zaklęcia oddawała w zamian własną duszę. Dlatego niewiele osób tak bardzo zazdrościło jej tych umiejętności. Większość z nich zwracało bardziej uwagę na niesamowitą siłę, tok myślenia tych osób oraz ich specjalną magię polegającą na uwolnieniu z ciała wielu iskrzących się światełek, które atakując mogą przekształcić się w jakąkolwiek, śmiertelną broń.
  Dziewczyna odwróciła wzrok i spojrzała na pobliskie kwiaty.
-Jeśli tak bardzo ci zależy... - westchnęła - To możemy razem potrenować.
Chłopak klasnął w ręce i oddalił się nieco od dziewczyny. Podniósł listek leżący na ziemi i uśmiechnął się. Wiedziała o co mu chodzi. Opuścił go w dół, a gdy tylko dotknął ziemi zaczęła się walka. Cynthia zwinnie unikała ciosów przeciwnika, pilnie obserwując jego poczynania. Zauważyła iż mężczyzna specjalizuję się w magii wodnej. Zamachnęła się ręką, siłą woli odpychając atakującą falę wody. Stanęła na przeciwko 'wroga', który uśmiechał się nieznacznie. Dziewczyna podniosła rękę na wysokość klatki piersiowej i uwolniła z dłoni kilka świetlistych punktów, którymi zaczęła atakować Barraka. Ten spojrzał zaskoczony na jej magię, nie sądził iż użyję tej potężnej siły na zwykłym treningu. Uformował z wody szpiczaste figury, które w mgnieniu oka znalazły się przy kasztanowłosej. Cynthia skierowała światełka przed siebie, tworząc z nich rozległą tarczę, która po odparciu ataku przeciwnika zmieniła się w iskrzący miecz. Dziewczyna zaczęła biec w kierunku Barraka omijając jego magię wodną. Gdy miała zadać już pozorny cios, przed ich nosami pojawiła się wielka skała. Poczuła zbliżającą się do nich moc magiczną. W mgnieniu oka skała znikła, a na jej miejscu pojawił się uśmiechnięty Mag Sebastian wraz z Generałem Marko.
-Wystarczy na dziś dzieciaki! - spojrzał na opanowaną twarz podopiecznej - Za kilka minut rozpalimy ognisko.
Miecz dziewczyny rozprysnął się i zniknął.
-Ognisko? Myślałam Generale, że przygotowujesz drużynę do wyprawy...
-Postanowiliśmy Was nieco rozluźnić.
-Mnie tam pasuje! - krzyk Barraka rozniósł się po polanie.
-No to ruszajmy.

~*~

Krótko bo krótko, ale wyjeżdżam na kilka dni, a chciała jeszcze coś napisać :-) Mam nadzieję, że się podobało.

niedziela, 12 sierpnia 2012

005.

-Generale Marko. - dziewczyna stała nad mężczyzną.
-Cynthia? Gdzie ja jestem?
-W obozowisku, niedaleko wroga. - uśmiechnęła się  - Dobrze, że się Pan obudził.
-Tak...jak się tu znalazłem?
-Jak? - do rozmowy wtrącił się uśmiechnięty Sebastian - Pani Cynthia wszystkich uratowała.
-Wszystkich? Ale jak ty...?
-Byłam nieprzytomna z powodu braku mocy przez krótki czas, Generale. Lecz przed tym zdążyłam Was przeprowadzić poza niebezpieczne tereny.
-Jak dobrze mieć taką oddaną podwładną.... - roześmiał się, trzymając rękę na swoich żebrach.
-Nie chciałabym teraz Pana denerwować, ale sam zapewne już Pan GO widział. W jaskini był Upadły.
-Widziałem go, moja droga. - westchnął - Musimy jak najszybciej zebrać nową grupę, którą zaatakujemy wroga. Możesz przekazać to Valey'owi?
Cynthia spuściła głowę, aby nie spojrzeć w oczy Marko.
-Generale... on jak i mój podwładny Daniel...
-Zaginęli. - dokończył za nią Sebastian.
Marko otworzył szeroko oczy. Spojrzał najpierw na Sebastiana, a następnie na swoją podwładną. Widząc dziewczynę lekko wstrząśniętą postanowił się opanować.
-Niebiański Tygrysie! - wrzasnął - Dobrze to tak obijać się przy starym pryku i użalać nad stratami?!
Cynthia spojrzał na niego zaskoczona, ale opanowana na zewnątrz swojego ciała.
Uśmiechnęła się lekko rozumiejąc przekaz mężczyzny.
-Przepraszam Generale! Obiecuję, że nie znajdzie Pan mnie już przy bocznych zajęciach!
Wszyscy troje roześmiali się po cichu przykuwając uwagę reszty ludzi. Dziewczyna opanowanym i spokojnym krokiem ruszyła w kierunku swojego namiotu, aby zebrać listę zdrowych wojowników.
-Ktoś w końcu musi zastąpić, Porucznika. - mruknęła do siebie i przeszła przez materiałowe 'drzwi'.
  Rozglądnęła się dookoła szukając jakiegokolwiek pióra i kartki. Podeszła do swojego materaca, gdzie leżały dwa czyste rulony oraz złote pióro. Ktoś o mnie pomyślał.
Wziąwszy potrzebne rzeczy owinęła sobie końce prześcieradła na szyi, tak aby zasłaniał jej ciało przed zimnem i nieproszonym wzrokiem. Przy pobliskim ognisku siedziała dość spora grupa mężczyzn. Podeszła do nich i chrząknęła.
-Czy ktoś z Was może nadal walczyć? - dość spora liczba osób podniosła ręce - Jesteście pewni?
Mężczyźni wymienili spojrzenia i przytaknęli po cichu.
-Dobrze... podajcie mi swoje imiona i, jeśli macie to nazwiska. - nie każdy miał swoje nazwisko.
Wiele osób rodziło się bez niego, dopiero później wprowadzając go do akt, albo w ogóle się nim nie przejmując.
-Z całym szacunkiem, Panienko, ale po co ci nasze imiona? - spytał jeden z nich.
-Jestem z oddziału Generała Marko, który ponownie planuje wedrzeć się na terytorium wroga. Musimy zebrać sporą ilość wojowników zdolnych do walki. Przeczuwam, że nasz oddział poniósł ogromne straty, dlatego też przyda się nam każda pomocna dłoń.
Spojrzał na nich znacząca unosząc dłoń i skłaniając się z szacunkiem.
-Będę wdzięczna za okazałą pomoc. - zaskoczeni mężczyźni cofnęli się o kilka kroków.
-Podnieś się. - rozkazał jej jeden z nich.
Ukradkiem spojrzała na emblemat wyszyty na jego szacie - szkarłatne koło przekreślone strzałą - Porucznik.
Po kolei zaczęli podawać swoje imiona uśmiechając się przy tym nie pewnie.
Gdy zebrała już wszystkie dane, odwróciła się z zamiarem odejścia. Poczuła dotyk ręki na przedramieniu, który automatycznie ją zatrzymał.
-Czekaj... - odwróciła się i ujrzała wzrok brązowych tęczówek z delikatnym odcieniem zieleni - Jak się nazywasz?
On to chyba Dorian, Dorian Ordell.
-Cynthia Tiger.
-Niebiański Tygrys, co? - uśmiechnął się - Nigdy nie myślałem, że spotkam Cię w takich okolicznościach. No i.... że będziesz się kłaniać mojemu poczciwemu Porucznikowi, Ziazanowi.
-Może i mam w sobie siłę, ale ona sama z siebie nie da mi wysokiego stanowiska w państwie. Jestem tylko człowiekiem, paniczu Ordell. - kąciku jej ust lekko zadrgały.
-Oczywiście, Pani Tiger.


                                                                            ~*~


-Dorian! - mężczyzna odwrócił się do swoich kompanów - Szukasz żony w oddziałach Marko? - wszyscy roześmiali się donośnie widząc lekko naburmuszoną minę Dorian'a.
-Nie. Nie mogę przecież zeswatać się z taką szykom.
-Szykom? Kim ona jest?
-Cynthia Tiger, Celestial Tiger - Niebiański Tygrys. - uśmiechnął się.
-Kłamiesz! - rzucił mu w twarz jeden z mężczyzn.
-Jaki miałbym powód? - rozłożył bezradnie ręce.
-Możesz się sczycić... - wtrącił się Porucznik - ...szczycić tym, że z nią rozmawiałeś.
-Nia miałem tego nawet na myśli, Ziazanie. - ukłonił się lekko.
-Nie narzucam Ci tego, po prostu nie mam już siły do twoich kompanów, bratanku. - roześmiał się,a w ślad za nim poszedł Dorian.
-Racja....
-Czasami mam Cię dość, Poruczniku. - jęknął ktoś z tyłu.
-Przykro mi. - uśmiechnął się łobuzersko.


 ~*~

Przepraszam za wszelkie błędy, ale pisałam ten rozdział o północy: tak wiem dziwne, ale ja piszę wtedy kiedy mam natchnienie xD Zachęcam do obserwowania mojego bloga :-)

środa, 1 sierpnia 2012

004.

Powieki dziewczyny lekko zadrgały i podniosły się do góry. Rozejrzała się po pomieszczeniu; ściany złożone z szaro-zielonego materiału, materac oraz kilka małych półek. Podniosła się na łokciach i przejechała ręką po swoich włosach. Zauważyła w sobie dość wiele energii magicznej bez, której nie mogłaby się poruszać. Ubrana w czarne spodnie, włożone do wysokich, wiązanych butów oraz w samych bandażach powyżej bioder wyszła z namiotu. Poświata ognisk okalała całe obozowisko i ogrzewała jego 'mieszkańców'. Podeszła do największego z nich, gdzie zobaczyła Maga. który znalazł ją wyczerpaną na polanie.
-Magu... - odezwała się.
-Och. Obudziłaś się. - uśmiech wystąpił na jego twarzy - Mam nadzieję, że mnie pamiętasz?
-Tak, to pan wraz ze swoją grupą, znalazł mnie i moich towarzyszy. - kiwnął głową - Mogę wiedzieć, gdzie jesteśmy?
-Znajdujemy się niedaleko terenu wroga. - spojrzał w jej przestraszone oczy - Nie martw się. Tutaj nas nie znajdą.
Rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu swojego Generała.
-Wszyscy są pod opieką moich Uzdrowicieli. - wytłumaczył jej mężczyzna.
-Czy... wszyscy przeżyli?
-Na szczęście tak, nawet nie mają żadnych poważniejszych uszkodzeń ciała. Niestety nie znaleźliśmy mojego przyjaciela... - posmutniał.
-Chodzi Panu o Porucznika Valeya?
-Tak... mam nadzieję, że dał radę uciec.
-Nie mogłam mu pomóc...
-Słucham? - zamrugał oczami ze zdziwienia.
-Byłam obok niego, rozmawialiśmy. - westchnęła - Nagle usłyszałam krzyki i bez zastanowienia ruszyłam przed siebie aby pomóc Generałowi. Va...Porucznik kazał mi wracać lecz go nie posłuchałam... zawalił się strop, który zagrodził nam drogę. - spuściła głowę.
-To nie Twoja wina. Kierowałaś się uczuciami... - wskazał na swoje serce.
Nagle Cynthia podniosła głowę. Jej grzywka rozsunęła się ukazując przestraszone oczy.
-Daniel. - wyszeptała - Gdzie jest mój podwładny, Daniel?
-Daniel? - mężczyzna nie wiedział o co chodzi - Wybacz, ale nie ma pojęcia o kim mówisz.
Dziewczyna znów przypomniała sobie całą sytuację z jaskini; rozmowa z Porucznikiem, śmiechy, krzyki.... krzyki. Zaraz po usłyszeniu krzyków ruszyła na przód nie zważając na słowa Valey'a.
-Musiał zostać razem z Porucznikiem...
-Nie martw się znajdziemy go. - położył rękę na jej ramieniu -Zapomniałbym.... nazywam się Sebastian Gregorin.
-Cynthia Tiger.
-Nie możliwie. - mag zachłysnął się powietrzem -  Ty-ty jesteś Celestial Tiger, Niebiański Tygrys.
Wszystkie oczu skierowały się ku zdezorientowanej dziewczynie. Nie sądziłam, że wieść o moich zdolnościach rozejdzie się tak szybko.
-To jest ta od Generała Marko... - usłyszała szepty wojowników.
-Podobno ma stać się silniejsza od Królewskiego Mistrza Magii...
-Ja... - wyjąkał Sebastian - Przepraszam nie wiedziałem.
-Nic się nie stało... - uśmiechnęła się - Czy mogę zobaczyć moich kompanów?
-Oczywiście. - ukłonił się i wskazał kierunek drogi. - Proszę tędy, Pani.
Zaczyna się, pomyślała i przewróciła oczami tak aby nikt nie zauważył...

wtorek, 24 lipca 2012

003.


Stukot kopyt odbijał się echem po jaskini, którą właśnie penetrowali.
-Generale?
-Tak, Valey'u? - Marko nie odrywał wzroku od mokrych ścian.
-Mieliśmy być oddziałem cichym i zwinnym, prawda? - poczekał na reakcję swojego mentora - Dlaczego więc jedziemy konno? Zwierzęta bardzo hałasują, co moim zdaniem nie przyczynia się do bycia cichym.
Generał prychnął cicho i podniósł dumnie głowę, dając tym do zrozumienia, iż nikt nie powinien podważać jego rozkazów ani postanowień. Porucznik zwolnił tempa i zamyślony przeszedł na tyły oddziału, gdzie znajdowała się Cynthia.
-Coś pana trapi? - spytała patrząc na jego wierzchowca.
-Generał jest czasami zbyt dumny, aby dowodzić swojej głupoty.
Dziewczyna zaśmiała się cicho i zwróciła wzrok przed siebie.
-To prawda, ale w końcu jest ważnym wojownikiem, który musi mieć jakieś pozytywy.
-Racja... - uśmiechnął się pod nosem - Z tego co wiem to znała go pani, gdy nie był jeszcze generałem?
-Tak. - przyznała - Był przyjacielem mojego ojca. Gdy moi rodzice zostali zamordowani to on dbał o moje zdrowie.
-MARKO?! - krzyknął nie zważając na spojrzenia innych.
-Generał, panie poruczniku, Generał. - skarciła go, gdy bez namysłu wypowiedział jego imię.
-Przepraszam.... - westchnął - Nie wiedziałem, że Generał bawił się w niańkę...
Zaśmiała się cicho razem z jadącym nieopodal Danielem, lecz zaraz przestała słysząc krzyki z przodu szeregu.
-Wycofać się!
-Jest ich za dużo, nie damy rady! - krzyczał ktoś z prawej strony.
Strop zaczął się walić przygniatając oniemiałych wojowników. Cynthia pociągnęła za lejce i bez namysłu ruszyła prosto w ogień...prosto w ramiona wroga.
-Pani Cynthio! - krzyczał Porucznik - Proszę tutaj zostać, niech pani... - nie zdążyła usłyszeć reszty, gdyż gruz zawalił przejście, tworząc ścianę pomiędzy dziewczyną, a Valey'em.
-Taka młoda, a tak odważna. - zobaczyła wyłaniającą się z kurzu postać.
Wszystko się zgadzało: Elficka postura, ciemny kolor skóry, granatowe tęczówki.
-Upadły... - szepnęła Cynthia i rzuciła w nieznajomego serią ognistych kul.
-To nic nie da, kochana. - zaśmiał się cicho - Mojej tarczy nie przebiją nawet pociski Arcymagów.
Dziewczyna otworzyła szeroko oczy, widząc jego prawie niewidoczną tarczę.
Nie wiedziała co robić; z tyłu gruz, z przodu wróg. Spojrzała ukradkiem na ciała swoich kompanów. Mogą jeszcze żyć, pomyślała. Wysunęła swoją dłoń do przodu tworząc niebieską, nieprzeźroczystą barierę pomiędzy nią, a Upadłym. Zaraz... przecież było ich więcej... Czym prędzej wytworzyła dziurę w 'suficie' jaskini. Podniosła wszystkie ciała magią i ostrożnie wydostała je na zewnątrz. Spojrzała za siebie wyobrażając sobie zaniepokojonego Porucznika Valey'a.
-Nie mogę go tak zostawić... - mruknęła sama do siebie.
-Racja! - usłyszała głuchy trzask, który doniósł dziewczynie o rozpadającej się barierze - Może dotrzymasz mu towarzystwa i skorzystasz z naszych morderczych usług?
Z jego dłoni wyłoniła się kleista maź, która popędziła w kierunku Cynthi. Ta zwinnie ominęła 'pocisk' i korzystając z wytworzonego przez magię pyłu, wydostała się na zewnątrz, gdzie leżały wszystkie ciała. Spojrzała na swoje oblicze; jej skóra była cała poraniona, a kość udowa wystawała lekko poza obszar skóry.
-Cholera. - mruknęłą do siebie - Muszę się stąd wynieść.

***

-Myślicie, że szli tędy? - zapytał jeden z mężczyzn.
-Widać tutaj ślady obuwia jednego człowieka...
-Ale ich było 10, razem z Generałem Marko 11!
-Nie przyszło ci do głowy, że mogli się rozdzielić pod wpływem siły przeciwnika? - zgromił spojrzeniem swojego kompana.
-Nie wydaje mi się, że...
-Magu! - ich rozmowę przerwał jeden z tropicieli - Znaleźliśmy ich!
-Prowadź! - mężczyzna popędził za swoim kompanem w kierunku polany rozległej polany.
 Po środku traw stała młoda dziewczyna, niosąca na magicznej barierze ciała swojego oddziału.W końcu opadła na kolana z bólem na twarzy.
-Proszę, zabierzcie ich stąd... - ostatnie słowa wypowiedziała z wielkim trudem.
-Co się znią stało? U-umarła? - zapytał drżącym głosem długowłosy mężczyzna.
-Nie. - odrzekł jeden ze stojących nad nią Uzdrowicieli - Zemdlała z wycieńczenia. Jej  moc jest na wyczerpaniu...magu?
-Tak? - mężczyzna nie odrywał wzroku od leżących ciał.
-Niektórzy mogą jeszcze żyć, zabieramy ich do pałacu?
-T-tak, oczywiście! - zerknął na młodą dziewczynę leżącą u stóp Uzdrowiciela - To musi być Cynthia...
-Mówił coś pan?
-Nie nic... weźcie ich do powozu, zaraz wyruszamy.
-Tak jest!

wtorek, 17 lipca 2012

002.

Szła rozległym korytarzem w kierunku swojego tymczasowego mieszkania. Była spokojna pomimo tego, iż rozmowa z Królem oraz Generałem jej dywizji nieco ją zdenerwowała. Nie lubiła, gdy ktoś dzielił świat na tych gorszych oraz tych lepszych; szczególnie, że ludzie przypodobali sobie domenę władców. Elfy znienawidziły człowieczą rasę właśnie z powodu pychy. To dlatego napadli na nas i rozpoczęli krwawą walkę...teraz przyszedł czas na 'wyładowanie nerwów' rasy Upadłych. Pomimo ich nazwy, dawniej byli szanującą się frakcją, mającą ciepłe serce i uśmiech na twarzy. Po tysiącach lat postanowili wybić naszą rasę i wtedy to oficjalnie zostali nazwani Upadłymi. Pamiętała to...pamiętała to chodź miała wtedy dopiero 3 lata...

Mała i bezbronna dziewczynka czekała na rodziców z utęsknieniem. Siedziała spokojnie w ulubionym fotelu ojca, oglądając krajobraz za oknem... pięć dni temu ogłoszono, iż na terytorium człowieka wtargnęły wysokie istoty, wyglądem przypominające Elfy. Po kilku tygodniach walka przeniosła się na południowy front ojczyzny, z dala od posiadłości rodziców dziewczynki. Do drzwi zapukał jeden z Generałów wojska, który pełen smutku ogłosił brutalną śmierć jej rodziców.
Spalili ich, powtarzała zrozpaczona. spalili mojego tatusia! moją mamusie! zabije ich, zabije! W jej sercu narodziła się chęć zemsty na mordercach...wstąpiła do wojska z zamiarem zabicia nieznajomych Elfów...Upadłych.

Potrząsnęła lekko głową... nie chciała znów przypominać sobie zapłakanej twarzy prababki i jej najbliższych.
Muszę się zemścić, powtarzała w duchu. Potrafię ich zabić...
Nie chciała być mordercą, ale wojownikiem, który chce uniknąć dalszych strat w ojczyźnie... na świecie.
-Panienko! - zorientowała się, że od kilku dobrych minut, Daniel próbuje nawiązać z nią kontakt wzrokowy.
-Przepraszam, zamyśliłam się. - popatrzyła nie niego i skinęła głową, dając przy tym znak, że może mówić.
-Generał Marko kazał przekazać, że oddział panienki ma stawić się jutro w południe na Placu Królewskim. - wypowiedział wszystko z jednym oddechem.
-Dziękuję za informację, Danielu. - kąciki ust Cynthii lekko podniosły się do góry - Będziesz towarzyszył mi w walce?
-Tak, panienko... moja moc jest w pełni zregenerowana.
Kiwnęła głową.
-Przed wyjściem na plac, skieruj się do medyków. Może się okazać, że wyruszymy w podróż już jutro.
-Oczywiście. - ukłonił się i 'zszedł jej z oczu'.
Otworzyła zamknięte na klucz drzwi do mieszkania. Oczom ukazało się jej niewielkie pomieszczenie w przeważających kolorach beżu oraz brązu. Z prawej strony znajdowała się kuchnia, a z lewej wejście do łazienki. Zdjęła swoje szaty, kładąc je na oparciu, pobliskiego fotela i skierowała się w stronę łazienki. Pochylona nad wanną, ujrzała przygotowaną wodę z płatkami róż. Rozpuściła swojego koka i naga zanurzyła się w przeźroczystej cieczy. Jej ciepło, jak i zapach rozluźniło jej mięśnie i pozwoliło zapomnieć na chwilę o wojnie i sprawach państwowych. Westchnęła cicho, gdy oparła głowę o kant kremowego mebla. Odpocznij Cynthio, mówił głos w jej głowie. Jutro znów musisz ryzykować swoim życiem, aby ocalić innych...

***

-Wojownicy! - Generał Marko zajął swe miejsce na środku Placu Królewskiego - Nasz oddział został wyznaczony na kolejną potyczkę z Upadłymi zwiadowcami! Jest was tylko 10, dlatego możemy szybko i zwinnie przedrzeć się przez tereny wroga i uzyskać jak najwięcej informacji o ich planach, co wiąże się oczywiście z...
-... posiadaniem niewolników... - syknął jeden z zebranych mężczyzn.
-Coś nie tak, żołnierzu? - zapytał z kpiną w głosie stojący niedaleko Porucznik Valey.
-Nie, proszę pana.
Cynhia wpatrywała się w twarz mężczyzny chcąc odgadnąć skąd u niego niechęć do niewolników. Nie mogła ukrywać, że i ona nie przepadała za więzieniem wszelkich istot w ciemnych lochach, ale aby uzyskać swój cel musiała się temu podporządkować. Potrząsnęła lekko głową i wsłuchała się w dalszą część przemowy swojego Generała.
-Wyruszamy w dzisiejsze popołudnie, więc wróćcie do swoich pokoi i zabierzcie ze sobą prowiant i broń... oczywiście jeśli wasza moc nie jest zregenerowana to polecam usługi medyków, kochani magowie.... - zwrócił wzrok ku połowie drużyny, do której należała Cynthia. Właśnie ta część oddziału, należała do magów; posiadali moce, które nie każdemu było dane posiadać. Cynthia została zbadana zaraz po narodzinach, kiedy to odkryto u niej moc... moc należącą do maga. Nie każda rasa mogła być w posiadaniu takich 'istot'. Orkowie byli właśnie jedną z nich; nadrabiali za to szybkością i siłą swoich mięśni.
-Jakieś pytania? - wzrok Generała 'przesunął' się po całym oddziale - To dobrze...spakujcie się i wróćcie tu w południe.





wtorek, 10 lipca 2012

001.

Stała na krawędzi urwiska, patrząc w szarą rzeczywistość zrujnowanego miasta - Rokhong. Jeszcze dwa dni temu ten smutny obrazek wyglądał jak zdjęcie kochającej się rodziny; bez bólu, kłamstwa i pychy. Niestety w chwili, gdy wojska Upadłych wtargnęły na teren miasta, całe rodziny - dzieci i matki - zostały ograbione i brutalnie zamordowane.
-Pani Cynthio? - usłyszała za sobą kroki lokaja - Czas wyruszać. Wojska Upadłych zbliżają się do zachodniej granicy.
-Oczywiście, Danielu. Przyprowadź konie. - powiedziała ze spokojem i ostatni raz spojrzała na smutny krajobraz.
-Żegnaj ojcze...

***

Pędzili galopem przez rozległą łąkę, aby jak najszybciej spotkać się z Głównodowodzącymi Siłami oraz Królem Serenem. Jej szaty powiewały lekko pod wpływem wiatru dając do zrozumienia, iż liczy się każda sekunda podróży.
-Pani... - Daniel zrównał tempa z wierzchowcem Cynthii.
-Tak Danielu? - westchnęła słysząc jego oficjalny ton.
Pomimo tego, iż miała dopiero 17 lat to jej umiejętności, jak i obecność w wojsku 'nakazywały' wszystkim zwracać się do nie Per 'pani'.
-Chce pani walczyć z Upadłymi?
-Nie mam wyboru, Danielu. Należę do sił zbrojnych jednej z dywizji. - zerknęła na swojego kompana - Nie mogę skapitulować w takiej sytuacji.
W oczach mężczyzny było widać smutek i niezdecydowanie.
-Nie martw się. - odwróciła głowę - Odnajdziemy twoją rodzinę, abyś znów mógł cieszyć się życiem.
-Dziękuję... - spojrzał przed siebie - Dojeżdżamy.
-Tak...

***

Rozglądał się po sali, szukając ludzi ze swojej dywizji.
-Generale Marko! - usłyszał swoje imię - Szuka pan kogoś?
-Witam Waszą Wysokość. - ukłonił się - W moim oddziale jest tylko 10 osób, ale i tak nie mogę ich wszystkich zebrać. - westchnął.
-Nie dziwię się. - upił łyk wina ze swojego kieliszka - Nie często zdarza im się mieć chwilę dla siebie. Kogo jeszcze brakuje? - spytał.
-Porucznika oraz...
-...Cynthii?
-Skąd Pan wie?
-Właśnie tutaj idzie. - wskazał palcem na zbliżającą się orzechowo włosom dziewczynę.
-Cynthia! - krzyknął Marko - Miało cię nie być tylko kilka godzin!
-Przepraszam Generale, Królu... - ukłoniła się - Straciłam poczucie czasu.
-Dobrze, że wróciłaś. - Król Seren spojrzał w jej oczy - Jaka jest sytuacja w Rokhong?
W jej tęczówkach pojawił się smutek, lecz zaraz powróciło codzienne opanowanie.
-Miasto jest całkowicie zrujnowane...niewielu przetrwało. - urwała na chwilę - Mieszkańcy zostali zamordowani.
-Upadli nie mają litości...
-Niech się Król nie dziwi. - prychnął Generał - To zwykłe monstra stworzone do zabijania.
-To nie prawda Generale. To jedna z grup, istot na tym świecie. - posłała mu karcące spojrzenie - Gdybyśmy nie weszli sobie w drogę, to nie byłoby wojen.
-Nie można tak myśleć wojowniku...  - mężczyzna ukłonił się i odwrócił - Wybacz Wasza Wysokość, ale muszę poszukać swojego porucznika.
-Oczywiście, Generale.



 

Droga do ukojenia © 2008 . Design By: SkinCorner