Powieki dziewczyny lekko zadrgały i podniosły się do góry. Rozejrzała
się po pomieszczeniu; ściany złożone z szaro-zielonego materiału, materac oraz
kilka małych półek. Podniosła się na łokciach i przejechała ręką po
swoich włosach. Zauważyła w sobie dość wiele energii magicznej bez,
której nie mogłaby się poruszać. Ubrana w czarne spodnie, włożone do
wysokich, wiązanych butów oraz w samych bandażach powyżej bioder wyszła
z namiotu. Poświata ognisk okalała całe obozowisko i ogrzewała jego
'mieszkańców'. Podeszła do największego z nich, gdzie zobaczyła Maga.
który znalazł ją wyczerpaną na polanie.
-Magu... - odezwała się.
-Och. Obudziłaś się. - uśmiech wystąpił na jego twarzy - Mam nadzieję, że mnie
pamiętasz?
-Tak, to pan wraz ze swoją grupą, znalazł mnie i moich towarzyszy. - kiwnął
głową - Mogę wiedzieć, gdzie jesteśmy?
-Znajdujemy się niedaleko terenu wroga. - spojrzał w jej przestraszone oczy -
Nie martw się. Tutaj nas nie znajdą.
Rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu swojego Generała.
-Wszyscy są pod opieką moich Uzdrowicieli. - wytłumaczył jej mężczyzna.
-Czy... wszyscy przeżyli?
-Na szczęście tak, nawet nie mają żadnych poważniejszych uszkodzeń ciała.
Niestety nie znaleźliśmy mojego przyjaciela... - posmutniał.
-Chodzi Panu o Porucznika Valeya?
-Tak... mam nadzieję, że dał radę uciec.
-Nie mogłam mu pomóc...
-Słucham? - zamrugał oczami ze zdziwienia.
-Byłam obok niego, rozmawialiśmy. - westchnęła - Nagle usłyszałam krzyki i bez
zastanowienia ruszyłam przed siebie aby pomóc Generałowi. Va...Porucznik
kazał mi wracać lecz go nie posłuchałam... zawalił się strop, który
zagrodził nam drogę. - spuściła głowę.
-To nie Twoja wina. Kierowałaś się uczuciami... - wskazał na swoje serce.
Nagle Cynthia podniosła głowę. Jej grzywka rozsunęła się ukazując przestraszone
oczy.
-Daniel. - wyszeptała - Gdzie jest mój podwładny, Daniel?
-Daniel? - mężczyzna nie wiedział o co chodzi - Wybacz, ale nie ma pojęcia o
kim mówisz.
Dziewczyna znów przypomniała sobie całą sytuację z jaskini; rozmowa z
Porucznikiem, śmiechy, krzyki.... krzyki. Zaraz po usłyszeniu krzyków
ruszyła na przód nie zważając na słowa Valey'a.
-Musiał zostać razem z Porucznikiem...
-Nie martw się znajdziemy go. - położył rękę na jej ramieniu -Zapomniałbym....
nazywam się Sebastian Gregorin.
-Cynthia Tiger.
-Nie możliwie. - mag zachłysnął się powietrzem - Ty-ty jesteś Celestial
Tiger, Niebiański Tygrys.
Wszystkie oczu skierowały się ku zdezorientowanej dziewczynie. Nie sądziłam, że wieść o moich zdolnościach
rozejdzie się tak szybko.
-To jest ta od Generała Marko... - usłyszała szepty wojowników.
-Podobno ma stać się silniejsza od Królewskiego Mistrza Magii...
-Ja... - wyjąkał Sebastian - Przepraszam nie wiedziałem.
-Nic się nie stało... - uśmiechnęła się - Czy mogę zobaczyć moich
kompanów?
-Oczywiście. - ukłonił się i wskazał kierunek drogi. - Proszę tędy, Pani.
Zaczyna się, pomyślała i przewróciła oczami tak aby nikt nie zauważył...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz