Szła rozległym korytarzem w kierunku swojego tymczasowego mieszkania. Była
spokojna pomimo tego, iż rozmowa z Królem oraz Generałem jej dywizji
nieco ją zdenerwowała. Nie lubiła, gdy ktoś dzielił świat na tych gorszych oraz
tych lepszych; szczególnie, że ludzie przypodobali sobie domenę
władców. Elfy znienawidziły człowieczą rasę właśnie z powodu pychy. To
dlatego napadli na nas i rozpoczęli krwawą walkę...teraz przyszedł czas na
'wyładowanie nerwów' rasy Upadłych. Pomimo ich nazwy, dawniej byli
szanującą się frakcją, mającą ciepłe serce i uśmiech na twarzy. Po tysiącach
lat postanowili wybić naszą rasę i wtedy to oficjalnie zostali nazwani
Upadłymi. Pamiętała to...pamiętała to chodź miała wtedy dopiero 3 lata...
Mała i bezbronna dziewczynka czekała na
rodziców z utęsknieniem. Siedziała spokojnie w ulubionym fotelu ojca,
oglądając krajobraz za oknem... pięć dni temu ogłoszono, iż na terytorium
człowieka wtargnęły wysokie istoty, wyglądem przypominające Elfy. Po kilku
tygodniach walka przeniosła się na południowy front ojczyzny, z dala od
posiadłości rodziców dziewczynki. Do drzwi zapukał jeden z
Generałów wojska, który pełen smutku ogłosił brutalną śmierć jej
rodziców.
Spalili ich, powtarzała
zrozpaczona. spalili mojego tatusia! moją mamusie! zabije ich,
zabije! W jej sercu narodziła się chęć zemsty na mordercach...wstąpiła
do wojska z zamiarem zabicia nieznajomych Elfów...Upadłych.
Potrząsnęła lekko głową... nie chciała znów przypominać sobie zapłakanej
twarzy prababki i jej najbliższych.
Muszę się zemścić, powtarzała w duchu. Potrafię ich zabić...
Nie chciała być mordercą, ale wojownikiem, który chce uniknąć dalszych
strat w ojczyźnie... na świecie.
-Panienko! - zorientowała się, że od kilku dobrych minut, Daniel próbuje
nawiązać z nią kontakt wzrokowy.
-Przepraszam, zamyśliłam się. - popatrzyła nie niego i skinęła głową, dając
przy tym znak, że może mówić.
-Generał Marko kazał przekazać, że oddział panienki ma stawić się jutro w
południe na Placu Królewskim. - wypowiedział wszystko z jednym oddechem.
-Dziękuję za informację, Danielu. - kąciki ust Cynthii lekko podniosły się do
góry - Będziesz towarzyszył mi w walce?
-Tak, panienko... moja moc jest w pełni zregenerowana.
Kiwnęła głową.
-Przed wyjściem na plac, skieruj się do medyków. Może się okazać, że
wyruszymy w podróż już jutro.
-Oczywiście. - ukłonił się i 'zszedł jej z oczu'.
Otworzyła zamknięte na klucz drzwi do mieszkania. Oczom ukazało się jej
niewielkie pomieszczenie w przeważających kolorach beżu oraz brązu. Z prawej
strony znajdowała się kuchnia, a z lewej wejście do łazienki. Zdjęła swoje
szaty, kładąc je na oparciu, pobliskiego fotela i skierowała się w stronę
łazienki. Pochylona nad wanną, ujrzała przygotowaną wodę z płatkami róż.
Rozpuściła swojego koka i naga zanurzyła się w przeźroczystej cieczy. Jej
ciepło, jak i zapach rozluźniło jej mięśnie i pozwoliło zapomnieć na chwilę o
wojnie i sprawach państwowych. Westchnęła cicho, gdy oparła głowę o kant
kremowego mebla. Odpocznij Cynthio,
mówił głos w jej głowie. Jutro
znów musisz ryzykować swoim życiem, aby ocalić innych...
***
-Wojownicy! - Generał Marko zajął swe miejsce na środku Placu
Królewskiego - Nasz oddział został wyznaczony na kolejną potyczkę z
Upadłymi zwiadowcami! Jest was tylko 10, dlatego możemy szybko i
zwinnie przedrzeć się przez tereny wroga i uzyskać jak najwięcej
informacji o ich planach, co wiąże się oczywiście z...
-... posiadaniem niewolników... - syknął jeden z zebranych mężczyzn.
-Coś nie tak, żołnierzu? - zapytał z kpiną w głosie stojący niedaleko Porucznik Valey.
-Nie, proszę pana.
Cynhia wpatrywała się w twarz mężczyzny chcąc odgadnąć skąd u niego
niechęć do niewolników. Nie mogła ukrywać, że i ona nie przepadała za
więzieniem wszelkich istot w ciemnych lochach, ale aby uzyskać swój cel
musiała się temu podporządkować. Potrząsnęła lekko głową i wsłuchała
się w dalszą część przemowy swojego Generała.
-Wyruszamy w dzisiejsze popołudnie, więc wróćcie do swoich pokoi i
zabierzcie ze sobą prowiant i broń... oczywiście jeśli wasza moc nie
jest zregenerowana to polecam usługi medyków, kochani magowie.... -
zwrócił wzrok ku połowie drużyny, do której należała Cynthia. Właśnie
ta część oddziału, należała do magów; posiadali moce, które nie każdemu
było dane posiadać. Cynthia została zbadana zaraz po narodzinach, kiedy
to odkryto u niej moc... moc należącą do maga. Nie każda rasa mogła być
w posiadaniu takich 'istot'. Orkowie byli właśnie jedną z nich;
nadrabiali za to szybkością i siłą swoich mięśni.
-Jakieś pytania? - wzrok Generała 'przesunął' się po całym oddziale - To dobrze...spakujcie się i wróćcie tu w południe.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz