-Generale?
-Tak, Valey'u? - Marko nie odrywał wzroku od mokrych ścian.
-Mieliśmy być oddziałem cichym i zwinnym, prawda? - poczekał na reakcję swojego mentora - Dlaczego więc jedziemy konno? Zwierzęta bardzo hałasują, co moim zdaniem nie przyczynia się do bycia cichym.
Generał prychnął cicho i podniósł dumnie głowę, dając tym do zrozumienia, iż nikt nie powinien podważać jego rozkazów ani postanowień. Porucznik zwolnił tempa i zamyślony przeszedł na tyły oddziału, gdzie znajdowała się Cynthia.
-Coś pana trapi? - spytała patrząc na jego wierzchowca.
-Generał jest czasami zbyt dumny, aby dowodzić swojej głupoty.
Dziewczyna zaśmiała się cicho i zwróciła wzrok przed siebie.
-To prawda, ale w końcu jest ważnym wojownikiem, który musi mieć jakieś pozytywy.
-Racja... - uśmiechnął się pod nosem - Z tego co wiem to znała go pani, gdy nie był jeszcze generałem?
-Tak. - przyznała - Był przyjacielem mojego ojca. Gdy moi rodzice zostali zamordowani to on dbał o moje zdrowie.
-MARKO?! - krzyknął nie zważając na spojrzenia innych.
-Generał, panie poruczniku, Generał. - skarciła go, gdy bez namysłu wypowiedział jego imię.
-Przepraszam.... - westchnął - Nie wiedziałem, że Generał bawił się w niańkę...
Zaśmiała się cicho razem z jadącym nieopodal Danielem, lecz zaraz przestała słysząc krzyki z przodu szeregu.
-Wycofać się!
-Jest ich za dużo, nie damy rady! - krzyczał ktoś z prawej strony.
Strop zaczął się walić przygniatając oniemiałych wojowników. Cynthia pociągnęła za lejce i bez namysłu ruszyła prosto w ogień...prosto w ramiona wroga.
-Pani Cynthio! - krzyczał Porucznik - Proszę tutaj zostać, niech pani... - nie zdążyła usłyszeć reszty, gdyż gruz zawalił przejście, tworząc ścianę pomiędzy dziewczyną, a Valey'em.
-Taka młoda, a tak odważna. - zobaczyła wyłaniającą się z kurzu postać.
Wszystko się zgadzało: Elficka postura, ciemny kolor skóry, granatowe tęczówki.
-Upadły... - szepnęła Cynthia i rzuciła w nieznajomego serią ognistych kul.
-To nic nie da, kochana. - zaśmiał się cicho - Mojej tarczy nie przebiją nawet pociski Arcymagów.
Dziewczyna otworzyła szeroko oczy, widząc jego prawie niewidoczną tarczę.
Nie wiedziała co robić; z tyłu gruz, z przodu wróg. Spojrzała ukradkiem na ciała swoich kompanów. Mogą jeszcze żyć, pomyślała. Wysunęła swoją dłoń do przodu tworząc niebieską, nieprzeźroczystą barierę pomiędzy nią, a Upadłym. Zaraz... przecież było ich więcej... Czym prędzej wytworzyła dziurę w 'suficie' jaskini. Podniosła wszystkie ciała magią i ostrożnie wydostała je na zewnątrz. Spojrzała za siebie wyobrażając sobie zaniepokojonego Porucznika Valey'a.
-Nie mogę go tak zostawić... - mruknęła sama do siebie.
-Racja! - usłyszała głuchy trzask, który doniósł dziewczynie o rozpadającej się barierze - Może dotrzymasz mu towarzystwa i skorzystasz z naszych morderczych usług?
Z jego dłoni wyłoniła się kleista maź, która popędziła w kierunku Cynthi. Ta zwinnie ominęła 'pocisk' i korzystając z wytworzonego przez magię pyłu, wydostała się na zewnątrz, gdzie leżały wszystkie ciała. Spojrzała na swoje oblicze; jej skóra była cała poraniona, a kość udowa wystawała lekko poza obszar skóry.
-Cholera. - mruknęłą do siebie - Muszę się stąd wynieść.
***
-Myślicie, że szli tędy? - zapytał jeden z mężczyzn.
-Widać tutaj ślady obuwia jednego człowieka...
-Ale ich było 10, razem z Generałem Marko 11!
-Nie przyszło ci do głowy, że mogli się rozdzielić pod wpływem siły przeciwnika? - zgromił spojrzeniem swojego kompana.
-Nie wydaje mi się, że...
-Magu! - ich rozmowę przerwał jeden z tropicieli - Znaleźliśmy ich!
-Prowadź! - mężczyzna popędził za swoim kompanem w kierunku polany rozległej polany.
Po środku traw stała młoda dziewczyna, niosąca na magicznej barierze ciała swojego oddziału.W końcu opadła na kolana z bólem na twarzy.
-Proszę, zabierzcie ich stąd... - ostatnie słowa wypowiedziała z wielkim trudem.
-Co się znią stało? U-umarła? - zapytał drżącym głosem długowłosy mężczyzna.
-Nie. - odrzekł jeden ze stojących nad nią Uzdrowicieli - Zemdlała z wycieńczenia. Jej moc jest na wyczerpaniu...magu?
-Tak? - mężczyzna nie odrywał wzroku od leżących ciał.
-Niektórzy mogą jeszcze żyć, zabieramy ich do pałacu?
-T-tak, oczywiście! - zerknął na młodą dziewczynę leżącą u stóp Uzdrowiciela - To musi być Cynthia...
-Mówił coś pan?
-Nie nic... weźcie ich do powozu, zaraz wyruszamy.
-Tak jest!

0 komentarze:
Prześlij komentarz