Stała na krawędzi urwiska, patrząc w szarą rzeczywistość zrujnowanego miasta -
Rokhong. Jeszcze dwa dni temu ten smutny obrazek wyglądał jak zdjęcie
kochającej się rodziny; bez bólu, kłamstwa i pychy. Niestety w chwili,
gdy wojska Upadłych wtargnęły na teren miasta, całe rodziny - dzieci i matki -
zostały ograbione i brutalnie zamordowane.
-Pani Cynthio? - usłyszała za sobą kroki lokaja - Czas wyruszać. Wojska
Upadłych zbliżają się do zachodniej granicy.
-Oczywiście, Danielu. Przyprowadź konie. - powiedziała ze spokojem i ostatni
raz spojrzała na smutny krajobraz.
-Żegnaj ojcze...
***
Pędzili galopem przez rozległą łąkę, aby jak najszybciej spotkać się z
Głównodowodzącymi Siłami oraz Królem Serenem. Jej szaty powiewały
lekko pod wpływem wiatru dając do zrozumienia, iż liczy się każda sekunda
podróży.
-Pani... - Daniel zrównał tempa z wierzchowcem Cynthii.
-Tak Danielu? - westchnęła słysząc jego oficjalny ton.
Pomimo tego, iż miała dopiero 17 lat to jej umiejętności, jak i obecność w
wojsku 'nakazywały' wszystkim zwracać się do nie Per 'pani'.
-Chce pani walczyć z Upadłymi?
-Nie mam wyboru, Danielu. Należę do sił zbrojnych jednej z dywizji. - zerknęła
na swojego kompana - Nie mogę skapitulować w takiej sytuacji.
W oczach mężczyzny było widać smutek i niezdecydowanie.
-Nie martw się. - odwróciła głowę - Odnajdziemy twoją rodzinę, abyś
znów mógł cieszyć się życiem.
-Dziękuję... - spojrzał przed siebie - Dojeżdżamy.
-Tak...
***
Rozglądał się po sali, szukając ludzi ze swojej dywizji.
-Generale Marko! - usłyszał swoje imię - Szuka pan kogoś?
-Witam Waszą Wysokość. - ukłonił się - W moim oddziale jest tylko 10
osób, ale i tak nie mogę ich wszystkich zebrać. - westchnął.
-Nie dziwię się. - upił łyk wina ze swojego kieliszka - Nie często zdarza im
się mieć chwilę dla siebie. Kogo jeszcze brakuje? - spytał.
-Porucznika oraz...
-...Cynthii?
-Skąd Pan wie?
-Właśnie tutaj idzie. - wskazał palcem na zbliżającą się orzechowo włosom
dziewczynę.
-Cynthia! - krzyknął Marko - Miało cię nie być tylko kilka godzin!
-Przepraszam Generale, Królu... - ukłoniła się - Straciłam poczucie
czasu.
-Dobrze, że wróciłaś. - Król Seren spojrzał w jej oczy - Jaka
jest sytuacja w Rokhong?
W jej tęczówkach pojawił się smutek, lecz zaraz powróciło
codzienne opanowanie.
-Miasto jest całkowicie zrujnowane...niewielu przetrwało. - urwała na chwilę -
Mieszkańcy zostali zamordowani.
-Upadli nie mają litości...
-Niech się Król nie dziwi. - prychnął Generał - To zwykłe monstra
stworzone do zabijania.
-To nie prawda Generale. To jedna z grup, istot na tym świecie. - posłała mu
karcące spojrzenie - Gdybyśmy nie weszli sobie w drogę, to nie byłoby wojen.
-Nie można tak myśleć wojowniku... - mężczyzna ukłonił się i
odwrócił - Wybacz Wasza Wysokość, ale muszę poszukać swojego porucznika.
-Oczywiście, Generale.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz