wtorek, 10 lipca 2012

001.

Stała na krawędzi urwiska, patrząc w szarą rzeczywistość zrujnowanego miasta - Rokhong. Jeszcze dwa dni temu ten smutny obrazek wyglądał jak zdjęcie kochającej się rodziny; bez bólu, kłamstwa i pychy. Niestety w chwili, gdy wojska Upadłych wtargnęły na teren miasta, całe rodziny - dzieci i matki - zostały ograbione i brutalnie zamordowane.
-Pani Cynthio? - usłyszała za sobą kroki lokaja - Czas wyruszać. Wojska Upadłych zbliżają się do zachodniej granicy.
-Oczywiście, Danielu. Przyprowadź konie. - powiedziała ze spokojem i ostatni raz spojrzała na smutny krajobraz.
-Żegnaj ojcze...

***

Pędzili galopem przez rozległą łąkę, aby jak najszybciej spotkać się z Głównodowodzącymi Siłami oraz Królem Serenem. Jej szaty powiewały lekko pod wpływem wiatru dając do zrozumienia, iż liczy się każda sekunda podróży.
-Pani... - Daniel zrównał tempa z wierzchowcem Cynthii.
-Tak Danielu? - westchnęła słysząc jego oficjalny ton.
Pomimo tego, iż miała dopiero 17 lat to jej umiejętności, jak i obecność w wojsku 'nakazywały' wszystkim zwracać się do nie Per 'pani'.
-Chce pani walczyć z Upadłymi?
-Nie mam wyboru, Danielu. Należę do sił zbrojnych jednej z dywizji. - zerknęła na swojego kompana - Nie mogę skapitulować w takiej sytuacji.
W oczach mężczyzny było widać smutek i niezdecydowanie.
-Nie martw się. - odwróciła głowę - Odnajdziemy twoją rodzinę, abyś znów mógł cieszyć się życiem.
-Dziękuję... - spojrzał przed siebie - Dojeżdżamy.
-Tak...

***

Rozglądał się po sali, szukając ludzi ze swojej dywizji.
-Generale Marko! - usłyszał swoje imię - Szuka pan kogoś?
-Witam Waszą Wysokość. - ukłonił się - W moim oddziale jest tylko 10 osób, ale i tak nie mogę ich wszystkich zebrać. - westchnął.
-Nie dziwię się. - upił łyk wina ze swojego kieliszka - Nie często zdarza im się mieć chwilę dla siebie. Kogo jeszcze brakuje? - spytał.
-Porucznika oraz...
-...Cynthii?
-Skąd Pan wie?
-Właśnie tutaj idzie. - wskazał palcem na zbliżającą się orzechowo włosom dziewczynę.
-Cynthia! - krzyknął Marko - Miało cię nie być tylko kilka godzin!
-Przepraszam Generale, Królu... - ukłoniła się - Straciłam poczucie czasu.
-Dobrze, że wróciłaś. - Król Seren spojrzał w jej oczy - Jaka jest sytuacja w Rokhong?
W jej tęczówkach pojawił się smutek, lecz zaraz powróciło codzienne opanowanie.
-Miasto jest całkowicie zrujnowane...niewielu przetrwało. - urwała na chwilę - Mieszkańcy zostali zamordowani.
-Upadli nie mają litości...
-Niech się Król nie dziwi. - prychnął Generał - To zwykłe monstra stworzone do zabijania.
-To nie prawda Generale. To jedna z grup, istot na tym świecie. - posłała mu karcące spojrzenie - Gdybyśmy nie weszli sobie w drogę, to nie byłoby wojen.
-Nie można tak myśleć wojowniku...  - mężczyzna ukłonił się i odwrócił - Wybacz Wasza Wysokość, ale muszę poszukać swojego porucznika.
-Oczywiście, Generale.



0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Droga do ukojenia © 2008 . Design By: SkinCorner